Aaaaastzralkfirg.png

Telewizja Polska skontaktowała się dr Anna Strzałkowską ws. morderstwa Darii Relugi. Psycholożka opowiada, jak została potraktowana przez telewizję publiczną.

25 lat temu w oliwskim lesie zamordowano 19-letnią Darię Relugę. Do dzisiaj policja nie wykryła sprawcy.

- Wciąż przychodzę pod krzyż w tym lesie, gdzie dorwał ją zabójca. Zapalam znicz. Wspominam. Nie potrafię zamknąć tego etapu w życiu, który zaczął się 4 sierpnia 1995 r. Nie spocznę, dopóki nie dowiem się, kim jest człowiek, który zabrał mi córkę - mówił w rozmowie z trójmiejską "Gazetą Wyborczą" ojciec ofiary - Dariusz Reluga.

TVP robi materiał

Sprawą zabójstwa nastolatki postanowiła zająć się Telewizja Polska i przypomnieć o zbrodni. W tym celu dziennikarz TVP skontaktował się ze znajomą Darii Relugi - Anną Strzałkowską.

Psycholożka, choć ma bardzo krytyczną ocenę działalności obecnej telewizji publicznej, ze względu na silną więź emocjonalną z zamordowaną znajomą zdecydowała się porozmawiać z TVP.

- Ostatnie lata pokazują, że często dochodzimy do granicy, co do której wydawało się, że jest nieprzekraczalna. I te granice obóz PiS przekracza bez problemu. Teraz dotknęło to osobiście mnie. "Dzień dobry, Pani Profesor. Nazywam się … jestem dziennikarzem programu Alarm! TVP1. Chciałbym porozmawiać z Panią na temat Darii Relugi – o tym jak ją Pani wspomina. Myślę, że wspomnienia przyjaciół są bardzo wartościowe dla materiału, który przygotowuję. Czy możemy się spotkać dziś na 15 minut?" - opisuje Strzałkowska.

- Kim była Daria Reluga? Rankiem, 4 sierpnia 1995 roku Daria wyszła pobiegać do lasu, biegała prawie codziennie na pachołek w Gdańsku Oliwie. Tego dnia tam nie dobiegła, została schwytana przez dwóch mężczyzn, wielokrotnie zgwałcona, potem uduszona, a jej półnagie ciało sprawcy ukryli i przykryli gałęziami. Sprawcy tej zbrodni nie zostali do tej pory wykryci. Chodziłyśmy do jednej klasy, była przez całe liceum moją przyjaciółką. Historię jej morderstwa noszę w sobie 26 lat. To ciężki temat. W zasadzie nigdy o tym nie mówię, wciąż mnie dużo to kosztuje, miałam wtedy zaledwie 18 lat. Do dzisiaj jestem blisko z Jej rodzicami. Udzieliłam wielu wywiadów do programów śledczych, które miały nagłośnić tę sprawę. Zawsze to robię, pomimo własnych kosztów, bo myślę, że to jedyne co mogę zrobić dla wyjaśnienia tej sprawy i dla Mamy Darii, która nie jest w stanie z nikim o niej rozmawiać. Dlatego zgodziłam się porozmawiać z TVP, niezależnie, co myślę o tej stacji.

Dalej uczona opisuje, jak zachowywał się dziennikarz TVP w czasie rozmowy, jak i po niej.

- Dziennikarz podczas przeprowadzania wywiadu zasugerował, wprost podał hipotezę, że za tym morderstwem stoję ja. Że to pewnie dlatego, że moje zaloty zostały odrzucone i z zemsty doszło do morderstwa. Osłupiałam. Nigdy nie sądziłam, że ktoś może posunąć się do czegoś takiego. Na koniec, pomimo że zwracał się do mnie "pani profesor" powiedział, że TVP podpisze mnie w materiale „aktywistka LGBT”, nie „przyjaciółka Darii”, tylko „aktywistka LGBT”. Wtedy zrozumiałam, że dałam się sprowokować, że to materiał, który najprawdopodobniej będzie o mnie. Poprosiłam o autoryzację, wysłałam zapowiedź podjęcia kroków prawnych, ale nikt już po nagraniu nie odebrał telefonu, nie odpisał na moje SMS-y ani na wysłanego maila. Pan redaktor, który przy przywitaniu robił heheszki, że w 1995 roku (rok morderstwa Darii) to on się dopiero rodził, najprawdopodobniej nie bierze pod uwagę krzywdy, jaką wyrządza rodzicom, a szczególnie Mamie Darii. Jestem wstrząśnięta i staram się nie wyrzucać sobie naiwności. Nie umiem zaakceptować tego, że można podeptać pamięć zmarłej, zamordowanej brutalnie, aby zrobić kolejnego newsa o LGBT. To więcej niż barbarzyństwo - komentuje dr Anna Strzałkowska.

              Szanujesz TVP - kciuk w górę!

Polub Polityczek.pl