378990_r2_940.jpg

Wicepremier Jacek Sasin gościł dzisiaj na antenie internetowej telewizji "wPolsce". 

Polityk Prawa i Sprawiedliwości komentował kalendarz wyborczy ogłoszony dzisiaj przez marszałek Sejmu Elżbietę Witek.

- Ten kalendarz już nieważne czy jest dobry, czy niedobry, jest jedyny możliwy w tej chwili do realizacji. 28 czerwca według wszelkich wyliczeń jest ostatnia data, która umożliwia skuteczny wybór prezydenta czy przeprowadzenie całej procedury łącznie ze stwierdzeniem ważności wyboru przed 6 sierpnia.

- 6 sierpnia kończy się kadencja obecna prezydenta Dudy i od następnego dnia musi być prezydent państwa, musi być nowa kadencja się zacząć, jeśli prezydent nie będzie skutecznie wybrany, to będziemy mieć taką dziurę pomiędzy jedną a drugą kadencją, a to będzie oznaczało, że Polska zostanie całkowicie sparaliżowana od strony możliwości działania organów państwa, uchwalania nowych aktów prawnych.

Zdaniem Sasina opozycja powinna zapłacić za wybory prezydenckie, które nie odbyły się w maju.

- No tak, bo to opozycja po pierwsze uniemożliwiła wybory w maju, wtedy kiedy były one przygotowane i mogły być przeprowadzone, a po drugie opozycja zmieniła swojego kandydata i tym samym unieważniła te karty wyborcze przygotowane, one mogły być użyte w tych wyborach.

Minister Aktywów Państwowych podkreślał, że on chciał, aby wybory odbyły się 10 maja. - Ja tego chciałem, PiS tego chciał, bo poważnie traktujemy konstytucję, poważnie traktujemy jej zapisy - nie tylko, jako hasło wykrzykiwane na manifestacjach - tak jak politycy opozycji, ale rzeczywiście pewien dokument, jak powinniśmy postępować - przekonywał polityk PiS.

Jacek Sasin został zapytany także o Rafała Trzaskowskiego i to, co by oznaczało jego zwycięstwo w wyborach.

- Niedobre dla Polski. Wprowadzające taki chaos wśród najwyższych władz. Już dzisiaj widzimy, jak niedobrym dla skuteczności działania jest to, że opozycja dzierży władzę w Senacie, to uczyniło z Senatu taki hamulec, miejsce, gdzie żadne rozwiązanie przyjęte przez Sejm nie może liczyć na życzliwe potraktowanie.

- W przypadku prezydenta, który miałby jeszcze możliwość wetowania ustaw, mielibyśmy do czynienia z całkowitym paraliżem władzy państwowej. Mielibyśmy taką sytuację, że wszystko, co zostanie uchwalone w Sejmie, przyjdzie z rządu, mogłoby być skutecznie zablokowane, a przy tak bardzo poważnych różnicach spojrzenia na przyszłość, na rozwój Polski, to byłoby bardzo niedobre. Chociażby te wielkie inwestycje, które my realizujemy, mogłyby być skutecznie blokowane przez prezydenta.

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaadlpddddddddd.png

            Popierasz Sasina - kciuk w górę!


+ 2
- 347

Polub Polityczek.pl