aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaalpedepddddd.png

Prezydent Andrzej Duda pojawił się w sobotę na targu w Garwolinie (woj. mazowieckie). Do sieci trafiło wideo, na którym prezydent wymienia kilka zdań z napotkanym emerytem.

Emeryt podszedł do Dudy z kilkoma pretensjami. W czasie wymiany zdań PAD oświadczył mężczyźnie m.in. że otrzymał on 13. emeryturę od niego i rządu - a sprawa ceny za śmieci - nie zależy od władzy; rządu, prezydenta - tylko leży w gestii samorządu.

- Daliście emerytom 13-stki po 900 zł, a zabraliście mi 1200 zł za śmieci. Po co żeście dali, jak to zabrali - pytał emeryt prezydenta.

- 13-stkę pan dostał ode mnie i od rządu, a cena śmieci, to jest samorządu - odpowiedział Duda rozbawiając zebranych na targu.

- Tego w TVPiS raczej nie pokażą - komentuje dziennikarz Paweł Nowacki.

Na film umieszony na YouTube odpowiedzieli internauci:

"Bredzisz Andrzejku już kolejny raz, wy nie daliście kasy, bo wy nie macie swoich pieniędzy tylko to, co zabierzecie ludziom w podatkach a dwa że ty masz możliwość zgłaszania ustaw by na przykład wprowadzić większą konkurencyjność wśród wywozu śmieci i tym zbić cenę. Jak widać nawet na tych wiejskich zlotach trafiają się rozsądni ludzie, gotowi zadać niewygodnie pytanie obecnej władzy a prezydent sobie nie radzi".

"Duda łgarz - trzynastki - pisowski kłamco - ludzie dostali z NASZYCH PODATKÓW, a nie od D**y czy głupszego bliźniaka".

"Jutro wyślę zapytanie do Kancelarii Prezydenta, żeby podesłał potwierdzenie przelewu, że to od niego, a nie z naszych podatków".

"Od rządu można dostać najwyżej pałowanie za darmo, bo rząd nie ma własnych pieniędzy".

***

Na temat wzrostu cen za śmieci wypowiedział się na początku marca prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Szef warszawskiego ratusza tłumaczył, dlaczego wzrasta koszt wywozu śmieci. 

"Po pierwsze – ze względu na nowy i bardzo kosztowny system segregacji na 5 frakcji. Żeby była jasność, popieramy proekologiczne rozwiązania, takie jak segregacja odpadów. Sami w stolicy kładziemy przecież duży nacisk na środowisko, klimat i czyste powietrze. Ale sposób, w jaki rząd wprowadził nowe zasady, jest absolutnie skandaliczny! Wszystko – a więc koszty organizacji nowego systemu, koszty zakupu pojemników, zwiększonej liczny przejazdów (w świetle nowych przepisów po każdą frakcję musi jeździć osobny pojazd), wyższych stawek firm odbierających odpady – spadło na samorządy.

Po drugie – stawki za śmieci zmieniają się także dlatego, że w ostatnich miesiącach drożeje paliwo, energia, rosną koszty pracy. To przecież bezpośrednio wpływa na wzrost cen usług wszystkich firm. Również tych, które zajmują się odbiorem odpadów. Mało tego, nawet jak mamy już posegregowany surowiec, nikt nie chce go kupić! Miasta muszą dopłacać, aby ktoś chciał go odebrać. Dlaczego? Bo rząd pozwolił na w zasadzie niczym niekontrolowany napływ śmieci do Polski z zagranicy. Firmom opłaca się bardziej kupić surowiec sprowadzony z zagranicy, niż ten, który produkujemy w Polsce.

To wszystko przełożyło się na to, że np. w Warszawie koszty wzrosły prawie trzykrotnie! Z 325 mln zł do ponad 900 mln zł.

Po trzecie – metoda naliczania stawek. Samorządy nie mogą zastosować najbardziej sprawiedliwej metody i uzależnić opłaty śmieciowej od ilości wyprodukowanych przez gospodarstwo domowe odpadów, bo ustawa nie przewiduje takiego rozwiązania. Rządowe przepisy dopuszczają 4 metody: od liczby osób, od metrażu danego gospodarstwa, od zużytej wody oraz ryczałt. Powiązanie stawki z liczbą osób mieszkających w danym gospodarstwie, co wydawałoby się sprawiedliwą metodą, w praktyce w ogóle się nie sprawdza. Z badań wynika, że różnica pomiędzy deklaracjami i stanem faktycznym to ok. 20%, a jako miasto nie mamy prawnej możliwości kontrolowania ilu lokatorów rzeczywiście mieszka w danym mieszkaniu czy domu. Rada Miasta zdecydowała, że póki co w stolicy będzie obowiązywała opłata ryczałtowa. To tymczasowe rozwiązanie (rządowe terminy zmusiły nas do wyboru którejś z metod naliczania opłat już teraz). Ale testujemy i analizujemy system naliczania stawek od ilości zużytej wody, który obowiązywałby w Warszawie docelowo. To najtrudniejsza do wdrożenia metoda – nie wszędzie są liczniki wody, trzeba się również zastanowić, jak np. traktować wodę używaną do podlewania latem ogródków.

Co ważne, dla osób w najtrudniejszej sytuacji materialnej, mieszkających samotnie przygotowaliśmy system wsparcia finansowego. Pomoc będzie obowiązywała od marca, a wnioski będzie można składać telefonicznie, mailowo czy w dzielnicy. Wkrótce przekażemy Wam więcej informacji.

Po czwarte – odpowiedzialność zbiorowa, którą wielu z Was krytykuje, także wynika z ustawy! To nie był nasz pomysł, ale musimy tę zasadę wdrożyć, bo tak nam nakazuje prawo. Rządowe przepisy wskazują, że w takich przypadkach opłata powinna być od 2 do nawet 4 razy większa niż podstawowa. Rada Miasta zdecydowała, że w stolicy obowiązywała będzie najniższa przewidziana ustawą kara.

Do tego wszystkiego dochodzi taryfa ulgowa dla firm, którą zapewnił im rząd. To kompletnie niezrozumiałe posunięcie. Po zmianach maksymalne stawki dla nich są tak niskie, że w żadnym stopniu nie pokrywają kosztów odbioru od nich odpadów. I nie możemy nic z tym zrobić, bo te stawki określa ustawa. Co więc się dzieje? Dopłacają do tego mieszkańcy. Bo system – zgodnie z ustawą! – musi się bilansować.

I na koniec, chociaż tych przyczyn jest o wiele więcej, kwestia odpowiedzialności producentów. W Polsce producenci opakowań z tworzyw sztucznych płacą śmiesznie niskie stawki za wprowadzanie plastiku na polski rynek. W porównaniu np. z Austrią, płacą… ponad 1000 razy mniej! To oznacza, że nie ponoszą praktycznie żadnej odpowiedzialności za późniejsze zagospodarowanie ton tych opakowań: plastikowych butelek, kubeczków itp. Za to wszystko płacimy my – mieszkańcy.

Jak już wspomniałem – w myśl przepisów system gospodarowania odpadami musi się bilansować. Co to oznacza? Gminy muszą go sfinansować z opłat pochodzących od mieszkańców, firm czy ze sprzedaży surowców. Podsumujmy więc, jak się sprawy mają:
- firmy otrzymały od rządu taryfę ulgową;
- rynku zbytu dla surowców nie ma, bo rząd nie robi nic, aby ograniczyć napływ tańszych odpadów z zagranicy.

W ten sposób koło się domyka, a samorządy zostały postawione pod ścianą i musiały wprowadzić podwyżki.

Rząd wprowadził cichcem nowe przepisy, nakazał się do nich stosować pod groźbą kary i… zamilkł. Świetna taktyka, bo przecież o wszystkich zmianach, w tym o nowych, wyższych stawkach muszą informować mieszkańców gminy. Nowe deklaracje, które trzeba złożyć w myśl nowych przepisów, mieszkańcy składają w urzędach gmin. Informacje o tym, jak segregować odpady, co wyrzucać do którego kosza, również przekazują gminy. To wszystko sprawia wrażenie, że za wszystkie zmiany i podwyżki odpowiada samorząd. I to właśnie jest celem rządu – narzucanie nowych zadań, zmian, brak wsparcia, brak dodatkowego finansowania i cisza. Niech sobie radzą. Sprytnie".

            Zagłosujesz na Dudę - kciuk w górę!


+ 76
- 3221

Polub Polityczek.pl