aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaktokogtogtgog.jpg

Marcelina Zawisza zwróciła na siebie uwagę w czasie wtorkowej specjalnej sejmowej komisji zdrowia. Posłanka karmiła swoje dziecko piersią.

Wiele osób oburzyło się, widząc posłankę Lewicy, która w czasie pracy karmi dziecko piersią. Komentarze - jak wszystkie tego typu - bazowały na tym, że nie wypada kobiecie tak się zachowywać w miejscu publicznym i gdy chce to robić, to powinna udać się w miejsce odosobnienia.

- Upadek wszelaki totalny. Upadek kobiecości. Upadek intymności. Upadek macierzyństwa. Upadek kultury. Upadek dobrych obyczajów. Słowem sejmowa obora - zaatakowała posłankę Małgorzata Jasińska, blogerka katolicka.

W obronie polityczki stanęła aktywistka społeczna Laura Kwoczała. - Myślałam, że większej hipokryzji nie zobaczę, ale społeczność anti-choice zbulwersowana karmieniem piersią przerosła wszystko. Tak. Normalizowanie potrzeby fizjologicznej dziecka i promocja macierzyństwa to podobno Wasza domena. Podobno, bo Was interesuje tylko etap płodowy.

Na głosy krytyki postanowiła odpowiedzieć sama Zawisza.

- Po pierwsze: nie ja pierwsza. Parlamentarzystki wielu krajów pokazały, że można łączyć rolę polityczki i matki. Po drugie: te czasy, gdy kobiety ukrywały, że karmią piersią już minęły. Przestrzeń publiczna jest także dla nas. Nie wstydzę się karmić publicznie, nie wiem, dlaczego miałabym, przyznam szczerze. Po trzecie: wiem, że nie każda kobieta chce i może zabierać dziecko do pracy. Ale coraz więcej jest takich, które chcą i mogą. I nie przestaniemy tylko dlatego, że jakimś konserwatywnym panom się to nie podoba. Nawet jeżeli będą bardzo głośno płakać -  komentuje  swoje zachowanie posłanka Lewicy. 

       Popierasz ZAWISZĘ - kciuk w górę!

Polub Polityczek.pl